Czego nie widać?

Czego nie widać?

Wiele lat temu usłyszałam od znajomego fotografa zdanie, które pobrzmiewa mi w głowie do dziś przy najróżniejszych okazjach. Wypowiadał się na temat portretów kobiet. I tego, jak ogromna jest różnica, gdy modelka ma na nogach eleganckie szpilki, a gdy stoi w znoszonych butach. Nie ma ich w kadrze, a jednak w pierwszym przypadku z portretowanej twarzy zawsze biła pewność siebie, podczas gdy w drugim już niekoniecznie. Zmieniało się wszystko, ułożenie ciała, cala postawa oraz – oczywiście – nastawienie. Podobne słowa padły z ust pewnej stylistki przy zupełnie innej okazji. Nie mówiła jednak o butach, a o bieliźnie. I bynajmniej nie miała na myśli sesji rozbieranych.

Czasem trudno uwierzyć, jak mocno może działać coś, czego nie widać. Coś, o czym wiemy tylko my. Nie trzeba prowadzić specjalistycznych badań, wystarczy obserwować własne reakcje. Od bielizny wszystko się zaczyna. To pierwszy element, który wkładamy na siebie każdego dnia. Podstawa. Jest coś ekscytującego w świadomości, że pod luźnymi dżinsami i prostym t-shirtem nosimy kawowe koronki w stylu retro. Albo ognistoczerwony jedwab. Humor od razu lepszy, a samoocena pnie się w górę. To miły gest, którym raczymy samych siebie na dzień dobry.

Zabawa w chowanego trwa od lat. Swego czasu nonszalancko opadający sweter ukazujący ramiączko stanika stanowił szczyt wyrafinowania. Potem przyszedł czas na dekolt i migające niby przypadkiem koronki. Z kolei modę na stringi wystające ze spodni biodrówek wciąż próbuję wymazać z pamięci – całe szczęście, że minęła, mam nadzieję, że bezpowrotnie. Obecnie najbardziej pożądanym elementem są paseczki wewnątrz dekoltu, poprowadzone wzdłuż brzegu stanika. Trochę tu inspiracji kostiumami erotycznymi,  trochę nowego romantyzmu, niedopowiedzenia, a przy okazji podkreślenia krągłości. Patent na tyle uniwersalny, że działa zarówno w przypadku obfitych, jak i skromniejszych kształtów.

Najistotniejsza sprawa w kwestii bielizny? Otóż warto przemyśleć, dla kogo ją nosimy. Gdyby przyjrzeć się kobiecym magazynom, można by wysnuć wniosek, że powinnyśmy ją wybierać przede wszystkim dla naszych ukochanych (obecnych lub przyszłych, a najlepiej tymczasowych). Ma być seksownie, uwodzicielsko i oczywiście na pokaz. A na dodatek śmiertelnie poważnie. A gdyby tak podejść do tematu z humorem? Nie rekomenduję zakupu kompletu majtek z wizerunkiem Muppetów, raczej wybór tego, w czym my się sobie podobamy. Mamy ochotę na wielkie koronkowe figi? Czemu nie? A może transparentne body z cenzurującymi krzyżykami na biuście? W końcu tylko my będziemy o tym wiedzieć. A jeśli ktoś przypadkiem sekret odkryje, będzie miał miłą niespodziankę.  

Koszyk

Suma 0.00 PLN